CZY MAMY OBOWIĄZEK BRAĆ UDZIAŁ W WYBORACH DEMOKRATYCZNYCH? (cz. 2)

ARGUMENT INSTRUMENTALNY ZA OBOWIĄZKIEM WYBORCZYM

Argument instrumentalny to chyba najpopularniejszy argument za obowiązkowym głosowaniem w wyborach demokratycznych. Stanowi on, że udział w wyborach jest narzędziem (w tym sensie instrumentem) realizacji naszych interesów. W zależności od konkretnej wersji tego argumentu możemy mówić o obowiązku realizowania naszych własnych (tj. prywatnych) interesów albo interesu publicznego. Struktura rozumowania w obu wersjach jest jednak podobna:

  1. Powinniśmy dążyć do realizacji naszych interesów prywatnych/ interesu publicznego.
  2. Realizacja naszych interesów prywatnych/ interesu publicznego zależy m.in. od wyniku wyborów.
  3. Głosując w wyborach przyczyniamy się do realizacji naszych interesów prywatnych/ interesu publicznego.
  4. Powinniśmy głosować w wyborach.

Może warto zilustrować to rozumowanie przykładem odwołującym się do interesu publicznego: jeżeli w interesie publicznym leży zwiększenie wydatków z budżetu państwa na edukację, to w związku z tym, że moim obowiązkiem jest wspieranie interesu publicznego, powinienem brać udział w wyborach i popierać tę opcję polityczną, która deklaruje, że zwiększy wydatki na edukację. Do intuicji stojącej za tą argumentacją bardzo często nawiązują hasła kampanii profrekwencyjnych, np. „Twój głos ma znaczenie!” albo „To Ty decydujesz!” (z kampanii europarlamentarnej).

Problem polega jednak na tym, że trudno jest uzasadnić, że nasz pojedynczy głos ma jakiekolwiek znaczenie albo że o czymkolwiek on decyduje. Ten bardzo popularny zarzut przeciwko argumentowi instrumentalnemu godzi zatem w przesłankę (3) argumentu. Nie jest prawdą, że głosując w wyborach przyczyniamy się do realizacji naszego interesu. Szansa, że nasz głos zaważy o ich wyniku (i o realizacji interesu) jest minimalna, wręcz bliska zeru.

Zarzut ten można jednak krytykować. Niektórzy autorzy mówią tak: „ok, szansa, że nasz głos okaże się decydujący w wyborach jest niewielka, ale ta okoliczność wcale nie podważa przesłanki (3)”.

Jedna racja, którą wysuwa się w obronie argumentu instrumentalnego jest taka: w zdecydowanej większości sytuacji to, że ignorujemy minimalne szanse albo minimalne ryzyko jest racjonalnym działaniem z naszej strony. Ta zasada nie stosuje się jednak do wszystkich sytuacji, a dokładniej nie znajduje zastosowania wtedy, gdy stawka naszego działania jest bardzo wysoka. Przykładowo: pracownik instytutu wirusologii, którego niestosowanie się do procedur bezpieczeństwa mogłoby skutkować światową pandemią, powinien bezwzględnie stosować się do tych procedur, nawet jeśli ryzyko wywołania przez niego światowej pandemii jest bardzo niewielkie. Podobnie jest z wyborami. Tutaj też szansa, że nasz głos przeważy jest niewielka, ale ponieważ stawka sprawy, o którą walczymy jest bardzo wysoka, to nie możemy zignorować nawet niewielkiej szansy.

Druga racja głosi natomiast, że zarzut przeciwko argumentowi instrumentalnemu zakłada błędne rozumienie przesłanki (3). Z punktu widzenia realizacji naszego interesu znaczenie może mieć nie tylko to, kto wygrywa wybory, ale również to, jak wysoko je wygrywa; kto zajmuje w nich drugie albo trzecie miejsce; który z kandydatów na liście danej partii dostaje się do parlamentu i tak dalej. Co istotne, szansa, że nasz głos okaże się decydujący w tego rodzaju przypadkach jest znacznie większa i dlatego nie powinniśmy jej ignorować.

Oczywiście oba te kontrargumenty też mają słabości. Przy następnych wpisach będzie okazja, żeby je omówić.

2 myśli w temacie “CZY MAMY OBOWIĄZEK BRAĆ UDZIAŁ W WYBORACH DEMOKRATYCZNYCH? (cz. 2)

  1. Argument z małego znaczenia głosu uważam za trafny. Kampanie typu „masz głos”, „twój głos się liczy” mają zachęcić do głosowania wiele osób; głos pojedynczej osoby – wbrew populistycznej narracji – pozostaje niemal bez znaczenia. Inną kwestią byłaby ocena, czy moralnie dopuszczalne jest zniechęcanie wielu osób do głosowania.

    Postaram się rozwinąć możliwe kontrargumenty wysuwane przeciwko argumentowi instrumentalnemu.

    Po pierwsze, należy zauważyć, że obywatel może nie wiedzieć, co właściwie stanowi jego interes prywatny. Ugrupowania polityczne w demokratycznej kampanii wyborczej oferują swoje programy skierowane do szerokich grup społecznych[1], starając się przekonać ludzi, że to one właśnie mogą zapewnić realizację ich interesów. Jednak populizm wielu obietnic i postulatów, często nieprecyzyjnie komunikowanych programów politycznych może nie pozwalać na właściwą orientację i zważenie, co dla jednostki jest najbardziej korzystne.

    Po drugie, interes prywatny może być (i często jest) sprzeczny z interesem grupowym i publicznym. W takiej sytuacji obywatel musiałby decydować, który interes powinna realizować władza polityczna. Nie jest to oczywiste zwłaszcza w przypadku kierowania konkurencyjnych programów socjalnych, mających na celu wsparcie określonej grupy społeczne. Choć intuicja kieruje nas do konstatacji, że moralnie wskazanym jest ochrona interesu publicznego (nie można jej zarzucić egoistycznych pobudek), to jednak interes publiczny jest wypadkową interesów prywatnych i jako taki właśnie podlega ochronie.

    Po trzecie, argument nie uwzględnia ochrony interesu osób bliskich obywatelowi, który nie musi być równoznaczny z jego własnym interesem. Powstrzymanie się od oddania głosu może być manifestacją braku potrzeby ochrony własnego interesu i jednoczesnego twierdzenia, że interes publiczny wynikać będzie ze stanowiska innych osób, na których sprawy polityczne wpływają bardziej, choćby emocjonalnie.

    Po czwarte, kontrowersyjne jest założenie, że wybór któregoś z ugrupowań miałby w ogóle mieć na celu ochronę interesu publicznego. Z całą pewnością nie jest to bowiem pojęcie obiektywne, a trudna do sprecyzowania klauzula generalna. Trzeba by zatem twierdzić, że interes publiczny chroni konkretny wybór (jeden w większy, inny w mniejszym stopniu). Jak się jednak wydaje, każdy wybór chroni interes mniejszej lub większej grupy osób (w różnym stopniu), a interes publiczny jest interesem najszerszej grupy. Niewyobrażalne są możliwe skutki głosowania z tak altruistycznych pobudek (wyłącznie w celu zapewnienia interesu publicznego), skoro przeciętny obywatel może niewiele wiedzieć, co stanowi korzystne rozwiązanie dla poszczególnych grup.

    Z powyższych argumentów wynika, że
    1) nie można precyzyjne określić ani interesu prywatnego, ani publicznego;
    2) jeśli obywatel również nie wie, co najlepiej zrealizuje jego interes prywatny lub interes publiczny albo nie chce dokonać wyboru między innymi, nie powinien być moralnie obciążony, powstrzymując się od takiego wyboru.

    _______________
    [1] Tego pojęcia nie używam zgodnie z jego socjologiczną definicją.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: