CZY MOŻNA USPRAWIEDLIWIĆ ZAMIESZKI NA TLE POLITYCZNYM?

Tak! Przynajmniej tak twierdzi filozofka polityki Avia Pasternak, której pogląd chciałem tutaj przytoczyć. Problem wydaje się bardzo aktualny w kontekście bieżących wydarzeń w USA.

Dla jasności: chodzi tutaj o moralne usprawiedliwienie, nie o próbę zalegalizowania zamieszek na tle politycznym. I druga istotna kwestia – to, że można usprawiedliwić tego rodzaju zamieszki nie pociąga za sobą ani tego, że dają się one usprawiedliwić w każdym przypadku, ani tego, że można usprawiedliwić wszystkie zachowania ich uczestników.

Argumentacja Pasternak jest dość powściągliwa. Próbuje ona sformułować uzasadnienie dla swojej tezy w oparciu o analogię między zamieszkami na tle politycznym a obywatelskim nieposłuszeństwem. Te sytuacje są o tyle porównywalne, że w obu przypadkach mamy do czynienia z łamaniem prawa, które ma charakter publiczny i jest uzasadnione poważną niesprawiedliwością w działaniach państwa. Różnica między obywatelskim nieposłuszeństwem a zamieszkami na tle politycznym polega na tym, że w tej pierwszej sytuacji protest ma charakter pokojowy, a w tym drugim przypadku dochodzi do jakichś aktów przemocy. Tok rozumowania Pasternak można ująć w następujący sposób:

  1. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest formą protestu, która daje się usprawiedliwić.
  2. Argumenty, które służą jako usprawiedliwienie przypadków obywatelskiego nieposłuszeństwa mogą również usprawiedliwiać przypadki dokonywania zamieszek na tle politycznym.
  3. Zamieszki na tle politycznym są formą protestu, która daje się usprawiedliwić.

W rozwinięciu punktu 2 Pasternak wskazuje na trzy takie argumenty.

Po pierwsze, złamanie prawa może w pewnych okolicznościach być jedynym dostępnym sposobem uzyskania przez przedstawicieli politycznie wykluczonych grup realnego wpływu na działania organów państwowych. Takie działania, kontestujące obowiązujący porządek, mogą stanowić formę presji na decydentów, która doprowadzi do realizacji określonych celów politycznych, w szczególności zmiany dyskryminujących regulacji bądź praktyk.

Po drugie, akty łamania prawa oraz towarzyszące im emocje (takie jak złość czy frustracja) pełnią ważną funkcję informacyjną. Zdaniem Pasternak pojawienie się w przestrzeni publicznej takich postaw i emocji jako reakcji na dokonującą się niesprawiedliwość jest czymś pożądanym, ponieważ uświadamia innych obywateli co do istnienia niesprawiedliwości społecznej oraz o jej skali.

Po trzecie, tego rodzaju działania mogą służyć upodmiotowieniu przedstawicieli marginalizowanych grup, którzy łamiąc prawo dają wyraz swojej niezgody na niesprawiedliwe traktowanie. Tym samym akty te stają się czymś ważnym dla protestujących, którzy angażując się w takie działania mogą poczuć, że stoją naprzeciwko władzy jak równy z równym. Przywracają protestującym poczucie godności.

Co istotne, Pasternak podkreśla, że nawet w tych sytuacjach, gdy zamieszki są moralnie usprawiedliwione ich uczestnicy nie dostają ogólnego immunitetu na robienie czegokolwiek. Obowiązuje ich bowiem swego rodzaju reguła proporcjonalności, zgodnie z którą można zaakceptować pewnego rodzaju czyny (np. zamach na mienie publiczne), a inne nie (np. atak na życie osoby postronnej). Takie oczekiwanie stosowania się do reguły proporcjonalności nie jest niczym nadzwyczajnym – jeśli możemy oczekiwać, że będzie ona przestrzegana w warunkach wojny, to tym bardziej w sytuacji zamieszek.

Oczywiście nie jest łatwo stosować te ogólne zasady do moralnej oceny konkretnych przypadków. Kluczowe z tej perspektywy wydaje się dokładne doprecyzowanie, na czym polega  stan poważnej niesprawiedliwości, który jest powodem protestu.

CZY MAMY OBOWIĄZEK BRAĆ UDZIAŁ W WYBORACH DEMOKRATYCZNYCH? (cz. 2)

ARGUMENT INSTRUMENTALNY ZA OBOWIĄZKIEM WYBORCZYM

Argument instrumentalny to chyba najpopularniejszy argument za obowiązkowym głosowaniem w wyborach demokratycznych. Stanowi on, że udział w wyborach jest narzędziem (w tym sensie instrumentem) realizacji naszych interesów. W zależności od konkretnej wersji tego argumentu możemy mówić o obowiązku realizowania naszych własnych (tj. prywatnych) interesów albo interesu publicznego. Struktura rozumowania w obu wersjach jest jednak podobna:

  1. Powinniśmy dążyć do realizacji naszych interesów prywatnych/ interesu publicznego.
  2. Realizacja naszych interesów prywatnych/ interesu publicznego zależy m.in. od wyniku wyborów.
  3. Głosując w wyborach przyczyniamy się do realizacji naszych interesów prywatnych/ interesu publicznego.
  4. Powinniśmy głosować w wyborach.

Może warto zilustrować to rozumowanie przykładem odwołującym się do interesu publicznego: jeżeli w interesie publicznym leży zwiększenie wydatków z budżetu państwa na edukację, to w związku z tym, że moim obowiązkiem jest wspieranie interesu publicznego, powinienem brać udział w wyborach i popierać tę opcję polityczną, która deklaruje, że zwiększy wydatki na edukację. Do intuicji stojącej za tą argumentacją bardzo często nawiązują hasła kampanii profrekwencyjnych, np. „Twój głos ma znaczenie!” albo „To Ty decydujesz!” (z kampanii europarlamentarnej).

Problem polega jednak na tym, że trudno jest uzasadnić, że nasz pojedynczy głos ma jakiekolwiek znaczenie albo że o czymkolwiek on decyduje. Ten bardzo popularny zarzut przeciwko argumentowi instrumentalnemu godzi zatem w przesłankę (3) argumentu. Nie jest prawdą, że głosując w wyborach przyczyniamy się do realizacji naszego interesu. Szansa, że nasz głos zaważy o ich wyniku (i o realizacji interesu) jest minimalna, wręcz bliska zeru.

Zarzut ten można jednak krytykować. Niektórzy autorzy mówią tak: „ok, szansa, że nasz głos okaże się decydujący w wyborach jest niewielka, ale ta okoliczność wcale nie podważa przesłanki (3)”.

Jedna racja, którą wysuwa się w obronie argumentu instrumentalnego jest taka: w zdecydowanej większości sytuacji to, że ignorujemy minimalne szanse albo minimalne ryzyko jest racjonalnym działaniem z naszej strony. Ta zasada nie stosuje się jednak do wszystkich sytuacji, a dokładniej nie znajduje zastosowania wtedy, gdy stawka naszego działania jest bardzo wysoka. Przykładowo: pracownik instytutu wirusologii, którego niestosowanie się do procedur bezpieczeństwa mogłoby skutkować światową pandemią, powinien bezwzględnie stosować się do tych procedur, nawet jeśli ryzyko wywołania przez niego światowej pandemii jest bardzo niewielkie. Podobnie jest z wyborami. Tutaj też szansa, że nasz głos przeważy jest niewielka, ale ponieważ stawka sprawy, o którą walczymy jest bardzo wysoka, to nie możemy zignorować nawet niewielkiej szansy.

Druga racja głosi natomiast, że zarzut przeciwko argumentowi instrumentalnemu zakłada błędne rozumienie przesłanki (3). Z punktu widzenia realizacji naszego interesu znaczenie może mieć nie tylko to, kto wygrywa wybory, ale również to, jak wysoko je wygrywa; kto zajmuje w nich drugie albo trzecie miejsce; który z kandydatów na liście danej partii dostaje się do parlamentu i tak dalej. Co istotne, szansa, że nasz głos okaże się decydujący w tego rodzaju przypadkach jest znacznie większa i dlatego nie powinniśmy jej ignorować.

Oczywiście oba te kontrargumenty też mają słabości. Przy następnych wpisach będzie okazja, żeby je omówić.

CZY MAMY OBOWIĄZEK BRAĆ UDZIAŁ W WYBORACH DEMOKRATYCZNYCH? (cz. 1)

Głosowanie w wyborach demokratycznych jest raczej czymś istotnym niż nieistotnym. Głosując w wyborach wybieramy rządzących na następną kadencję, ale nie tylko –wykonujemy też władzę nad innymi osobami, przyczyniamy się do tego, że żyje im się lepiej albo gorzej, możemy więc w ten sposób komuś bardzo pomóc albo zaszkodzić. Nie jest więc tak, że nasze decyzje wyborcze to wyłącznie prywatna sprawa, która nikogo nie powinna interesować. To, że wybory są istotne – zarówno dla nas samych, jak i dla innych – sugeruje, że ciąży na nas jakiegoś rodzaju obowiązek, by brać w nich udział. Jeżeli mogę sobie lub komuś innemu przysłużyć się tym, że oddam głos, to wydaje się, że powinienem to zrobić. I to bez względu na to, czy prawo nakłada na mnie taką powinność czy nie.

Sprawa nie jest jednak jednoznaczna. W serii kilku wpisów chciałbym się przyjrzeć najważniejszym problemom i argumentom w dyskusji, jaka toczy się wokół tego obowiązku. Zacznę od krótkiej charakterystyki trzech najpopularniejszych stanowisk w sporze o status udziału w wyborach.

  1. Istnieje moralny (obywatelski) obowiązek udziału w wyborach demokratycznych.

Pierwszy pogląd wydaje się zgodny z potocznym sposobem myślenia o demokracji. Często mówi się, że głosowanie jest obowiązkiem obywatelskim, a gdy ktoś nie wywiązuje się z tego obowiązku bez poważnego powodu to robi coś złego (choć raczej nie bardzo złego). Osobę, która nie idzie na wybory – pomimo że mogłaby to zrobić – można więc krytykować choćby za to, że zachowuje się nieodpowiedzialnie. Jednocześnie nakłanianie innych do głosowania nie jest postrzegane jako coś kontrowersyjnego.

W teorii demokracji ten pogląd o obowiązkowym uczestnictwie w wyborach demokratycznych występuje w dwóch wersjach. Pierwsza z nich uznaje nakaz takiego uczestnictwa za obowiązek samoistny, co oznacza, że jeżeli ktoś realizuje ten obowiązek to robi coś dobrego, bez względu na to, na kogo głosuje albo na ile jego decyzja jest przemyślana. Druga wersja tego poglądu zakłada, że obowiązek głosowania to obowiązek złożony, co oznacza z kolei, że jest on ściśle związany z innymi powinnościami. Zatem sam akt głosowania nie wypełnia obywatelskiego obowiązku – ważne jest również to, na kogo się głosuje, z jaką motywacją lub w jaki sposób dochodzi się do decyzji.

  1. Nie ma czegoś takiego jak obowiązek udziału w wyborach. Głosowanie jest uprawnieniem obywatela, a nie nakazem moralnym.

To stanowisko opiera się na zaprzeczeniu tezy o obowiązkowym udziale w wyborach. Zwolennicy tego poglądu mówią, że z punktu widzenia demokracji istotne jest, by wszyscy obywatele mieli prawo (albo wolność) oddania głosu, a więc by została zagwarantowana realna możliwość uczestniczenia w wyborach. To, czy obywatele z tego uprawnienia chcą korzystać albo czy rzeczywiście z niego korzystają jest mniej istotne.

Myślenie o udziale w wyborach przypomina więc tutaj nieco dyskusję wokół prawa do małżeństwa. Często słyszy się tezę, że w sprawiedliwym państwie każdy powinien mieć możliwość zawarcia związku małżeńskiego – że czymś pożądanym jest, by każdy miał prawo, by wziąć ślub. Z tego postulatu nie wynika jednak, że czymś dobrym byłoby, gdyby obywatele powszechnie brali śluby. Sama możliwość jest więc istotna dla zrealizowania postulatu sprawiedliwości, a nie korzystanie z tej możliwości przez konkretne osoby.

  1. Nie ma czegoś takiego jak obowiązek udziału w wyborach. W pewnych przypadkach istnieje natomiast moralny obowiązek nieuczestniczenia w wyborach.

Ostatni z trzech poglądów nie tylko kwestionuje istnienie nakazu udziału w wyborach, ale wprowadza na jego miejsce moralny zakaz uczestniczenia w głosowaniu. Ten zakaz jest jednak ograniczony do pewnych szczególnych sytuacji. Jest też różnie formułowany w zależności od konkretnej koncepcji. Niektórzy sądzą, że obywatel ma moralny obowiązek powstrzymać się od uczestniczenia w wyborach, gdy może podejrzewać, że zagłosowałby źle (tzn. jego decyzja byłaby szkodliwa z punktu widzenia dobra wspólnego). Inni twierdzą, że powinien powstrzymać się od głosowania zawsze wtedy, gdy rozstrzygnięcie wyborów nie ma dla niego znaczenia.


Wszystkie powyższe uwagi dotyczą moralnego (czy też obywatelskiego) obowiązku głosowania, którego nie należy mylić z obowiązkiem wyborczym o charakterze prawnym. Oba te obowiązki są oczywiście powiązane, niemniej różnią się od siebie dość istotnie. Nie ma nic niespójnego w tym, by uznawać udział w wyborach za nakaz moralny, który jednak nie powinien być egzekwowany prawnie. Do prawnego aspektu tego problemu wrócę zresztą jeszcze w następnych wpisach.